W szkole działa redakcja szkolnego pisma młodzieżowego NJU NASHA BOODA. Redaktorem naczelnym jest Elżbieta Wieteska, zastępcą redaktora naczelnego - Grzegorz Pawlik, natomiast nauczycielem koordynującym jest Pani mgr Michalina Wąchała Matuszczak. Pismo ukazuje się w nyskim liceum od wielu lat, cieszy się ono ogromną popularnością wśród młodzieży z uwagi na to, że zawsze można tam znaleźć starannie przygotowane artykuły na rozmaite ciekawe tematy. Czasopismo NNB jest miesięcznikiem i zawsze liczy ponad 15 stron przy stosunkowo niewielkiej cenie - 2zł.

Po pierwsze opuścili nas starsi koledzy z klasy III m2. Szkoda, ale widocznie tak to już musi być, odchodzą starsi - przychodzą młodsi, z nami też tak niestety niedługo będzie. Jednak pisząc ten artykuł nie można o nich zapomnieć oraz za tego, co dla nas zrobili.
W imieniu nowej redakcji bardzo dziękuję za te 8 miesięcy współpracy i pomocną dłoń w każdej sytuacji - nie zapomnimy Wam tego III m2. Owszem czasami było ciężko i trudno było nam się dogadać, lecz zawsze jakoś wychodziliśmy na prostą i wszystko było w porządku. Dziękujemy za wprowadzenie nas w arkana dziennikarstwa. Jesteśmy dumni, że mogliśmy z Wami pracować…
Aż łezka się w oku kręci - zostaliśmy sami, biedni pierwszoklasiści. No cóż, będziemy się teraz mocno starać, by być lepszymi od nich.
Wracając jednak do tematu. Zmienił się nie tylko skład, ale i forma naszej gazetki. Odtąd będziecie mogli, Drodzy Czytelnicy, znaleźć w niej oprócz stałych rubryk, również więcej stron z twórczością uczniów "Carolinum" oraz z rozrywką.
Ze swojej strony mam nadzieję, że gazetka Wam się spodoba i z chęcią będziecie po nią sięgać. Będziemy starać się sprostać Waszym oczekiwaniom, dlatego prosimy Was o współpracę. Z tego powodu założyliśmy mail'a, a w budowie jest już strona internetowa, która niebawem zostanie opublikowana w "światowej sieci". Oto nasz niezbyt skomplikowany adres: njunashabooda@interia.pl Piszcie jeśli będziecie mieć jakieś uwagi lub po prostu będziecie chcieli się czymś, dla Was ważnym z nami podzielić. Każdy list na pewno zostanie przeczytany i, w miarę możliwości odpiszemy na niego. Chcemy być z Wami w kontakcie, tak byście mogli sami decydować o tym, co powinno znaleźć się w "NJU Nashej Boodzie".
Dzięki poczcie elektronicznej będziecie również mogli głosować na listę przebojów muzycznych, która pierwszy raz ukaże się w tym numerze i, na co liczę, będzie kontynuowana w przyszłości.
Aha, jeszcze jedno - zmienił nam się redaktor naczelny. Będę skromny i napiszę tylko, że to ten, którego nazwiskiem jest podpisany ten artykuł.
Życzę miłej lektury.
Darek Dębicki
Po niewielkim, choć widocznym na szkolnym korytarzu sukcesie ostatniego artykułu pod tym tytułem postanowiłem ponownie przybliżyć Wam tajniki uniwersalnego dziś języka świata, którym posługuje się cała ludzkość - angielskiego. Kiedyś za takie uznawane były greka i łacina, ale świat się rozwija i wszystko idzie do przody, a Polak, ba uczeń "Carolinum" nie może stać w miejscu, musi się rozwijać duchowo i przede wszystkim intelektualnie, by zostać kosmopolitą-erudytą.
Oto kilka nowych i łatwych do przyswojenia sentencji:
# He was in Warszaw - był, wojnę widział
# I tower you - wierzę Ci
# Glasgow - szkło poszło
# Village killed by desks - wioska zabita dechami
# Universal pregnancy law - prawo powszechnego ciążenia
# I see in
boat- Widzew Łódź
# To make
the profit on time - zyskać na czasie
# Railway
on you - kolej na Ciebie
# Can you
throw me up? - możesz mnie podrzucić?
# Day, memory is flaying… - dzień, wspomnienie lata...
# Serious music concert - koncert muzyki poważnej
# Thank
you from the mountain – dziękuję Ci z góry
Darek Dębicki
Szymek Makuch
Świat się zmienia. Francja i Niemcy nie pozwalają, Bush napada by wyzwolić, Saddam jest Saddamem, chociaż rannym, Sauron chce Pierścień, Watykan zezwala na czytanie o Czarodzieju, raper dostaje Oscara. Tylko w pewnym małym państwie znad Wisły nic się nie zmienia. Rząd dobija targu ... i kierowców, ktoś znowu chce, ale nie może, znów ktoś daje, by brać mógł ktoś. Przychodzi Lew do Adama, a Adam lata. Kołodko zgrywa luzaka, Olek wetuje, ulgi obcinają, drzwi podpalają, znów coś rusza i coś upada. "A to Polska właśnie!".
MIAŁEM SEN, okropny sen. Obudziłem się cały zlany zimnym potem. Potem wziąłem prysznic, spakowałem się, ubrałem, coś przegryzłem i...wyszedłem. od razu obudziła się we mnie nieodparta chęć napisania wiersza, lecz po sekundzie zdławiła ją rzeczywistość. Było za 18 ósma, a przeważnie maszeruję do szkoły 10-15 minut. Spóźnię się... Bez wątpienia chwyciło mnie coś za serce, gdy nastąpiłem na trakt wiodący przez ulicę prowadzącą przez mordownię "Kaśkę" i inną, o której nie będę wspominał. Kaczy dołek, kilku dziadków z targu na przedwojennych rowerkach. Coś w tym jest, ja mojego górala mam od 6 lat, a nie da się na nim ujechać 3 kilometrów, żeby łańcuch nie spadł. Manhatan, pierwszy stragan jeszcze nie otwarty, a już tam tłoczno. Siedzą tam mianowicie pewni ludzie, którzy najwidoczniej zaczynają swój dzień od słów " A teraz zastanówcie się ze mną: co mam wypić?"
Bez żadnych problemów trafiam do bram czasu, które gdy się przekroczy, wydaje się, że czas się tu zatrzymał jakieś kilkaset lat temu. Szczęśliwym trafem ludzie są tu w miarę nowocześni. Kiedy spaceruję w trakcie najdłuższej z przerw, widzę nietuzinkowe obrazy z życia niejednego z uczniów uczęszczających do tej jakże zacnej szkoły.
Można tu spotkać wiele ciekawych osób: metale, dresy (ci zwykle ze szkoły obok), skejci, zjawiska typu Tizjano Ferro, J.Lo, czy nawet Tina Turner. Zwykle na jeden kaloryfer przypada jedna para w niedwuznaczej sytuacji. Nie można pominąć pana konserwatora, który jak zwykle w pocie czoła, z napiętymi mięśniami, w jednej ręce niosąc drabinę, w drugiej dzierżąc papierosa, toczy swój kamień syzyfowy. Przechodzę dalej, 2 grupy uczniów zamaskowanych w barwy khaki, w jednej ręce trzymających kbks-y SM, w drugiej maski p-gas dumnie stoją naprzeciwko ich GURU, czekając posłusznie na komendę "w prawo zwrot, naprzód marsz".
W sklepiku, jak przystało na przestrogi Ministra, sprzedaje się tylko ZDROWĄ żywność, poczynając od spulchnianych azotowo rogalików, kończąc na BSE-towatych hamburgerach i hot-dogach.
Obok kaloryfera jak zwykle siedzą strażnicy dobrego wychowania, dając przykład jak kulturalnie trzymać jedną nogę na kaloryferze, jak jedną ręką trzymać napój, a drugą wyśmienitego pączka, jednocześnie prowadząc inteligentną rozmowę na tematy jakże interesujące. Na drugim piętrze, pod ścianą siedzą pilni uczniowie jednej klasy, jak na rozkaz oglądając atlasy na tej samej stronie. Pozazdrościć zgrania zespołu! Pod pokojem nauczycielskim jak zwykle tuzin uczniów prosi o podejście pewnego profesora w tylko im wiadomym celu. Jeszcze więcej uczniów stoi pod gablotą z zastępstwami, z utęsknieniem wypatrując nazwisko im tak bliskie, jak nadchodząca minuta zapowiadająca nieuchronnie dzwonek na lekcję.
Na drugim piętrze znów ktoś po oknem spisuje zadanie, znów kaloryfery zajęte, znów jakaś pierwszoklasistka ugania się za maturzystą. W bibliotece jak zwykle sztab ludzi żądnych wiedzy wertuje "Świat kobiety", "Jestem", "Viva" itp. Znów ktoś spisuje wypracowanie z "Cogito". Znów ten sam przyszły student przegląda ten sam informator, znów zatrzymuje się na tej samej stronie i znów ma wątpliwości.
Gdy wychodzę z budynku widzę jak zwykle tego samego Fiata Uno z muzyką ustawioną na full. Gdyby się bliżej przyjrzeć byłoby widać dym unoszący się znad znanego zainteresowanym miejsca.
Pod koniec najdłuższej z przerw (tak samo zresztą jak na początku) niezwykle trudno prześliznąć się przez otwór w drzwiach, prowadzący w głąb szkoły. Dzwoni dzwonek. Uno odjeżdża, kaloryfery pustoszeją, przez okna wreszcie świeci słońce, korytarze świecą pustką.
I tak kończy się jakże interesujący epizod z życia szkoły, gdyż opowiadający musi niezwłocznie udać się na chwilę prawdy, miejsce walki z własnym umysłem, burzę mózgów, jakże zresztą przyjemną.
Tak, rzeczywiście śnił mi się koszmar. Piękny jest świat, w którym żyjemy. Piękne są kaloryfery, piękne jest Uno, piękny korytarz.
Jak ktoś mógłby myśleć
inaczej...
W.Hudaszek
- Witaj Danuto. Jak tam
samopoczucie przed maturami?
- Czyżbyś oszalał Maćku?
Jesteśmy przecież w pierwszej klasie...
- No, ale pewnie trzymasz
kciuki za swoje koleżanki, a zwłaszcza kolegów, np. z klasy...
- Hej! Bez wycieczek
osobistych. Nie zjeżdżaj z tematu!
- Dobrze, przepraszam. A
tak w ogóle to wyobrażasz sobie naszą maturę za 2 lata?
- Nie martwię się tym...
jeszcze, ale nasi politycy na pewno "umilą" nam egzaminy.
- Co prawda to prawda,
ale ciekawe jak nasi czwartoklasiści? Kończą już, biedni, szkołę...
- ... I planują zacząć
studia - Najważniejszy etap w życiu! Nie czas się im rozczulać.
- Ale my możemy... Też to
nas kiedyś czeka. Ciekawe, co będą wspominać?
- Pewnie mury naszej
szkoły. Kiedy pierwszy raz tu wchodziłam, to ledwo otworzyłam drzwi, są trochę
duże, nie to co w naszym gimnazjum.
- Jak można wspominać
drzwi? Już prędzej drewniane schody w drugim budynku, pewnie nie raz się na
nich potykali...
- No tak, czysta
przyjemność wspominać schody... Nie przesadzasz?
- Dlaczego? Są bardzo
charakterystyczne. A może aula? Zabytek historii.
- Niby tak, niejeden
sprawdzian był tam pisany. Do tego kilka wizyt wielu różnych gości.
- Ale aula? Nie... Lepsza
jest biblioteka, raz o mało nie zabiłem się na tamtejszych schodach...
Pewnie jestem jednym z wielu, którzy dostąpili tego zaszczytu...
- Pewnie jesteś
skończonym fajtłapą... Z tego, co wiem to potykanie się na schodach to żaden
powód do dumy.
- Czepiasz się. Pomyślmy
lepiej co jest jeszcze niezapomnianego w naszej szkole...
- Niezliczona ilość
tableau. Może będziemy kiedyś na jakimś?
- Tak, możesz o tym
pomarzyć. Na ścianach wieszają tylko najlepsze klasy.
- A my to co? Pełna
kulturka...
- Tylko w głowach trochę
pusto...
- Wiem! Może o
oryginalności tej szkoły świadczy to, że są tu fajni ludzie?
- No... W sumie tak.
Przecież do szkoły przychodzimy nie tylko po wiedzę.
- Przychodzimy tu też z
chęcią, gdy mamy fajnych kolegów i koleżanki.
- Ta... Gdybym miał
więcej koleżanek takich jak ty... to byłaby katastrofa.
- Poczekaj... Będziesz
się modlił o takie koleżanki jak ja!
- Może i tak... kiedyś...
za kilka... a może kilkanaście lat...
- Do zobaczenia
niewdzięczny Maćku...
- I nawzajem Danusiu...
Chyba się nie obrazisz?
- Pomyślę... kiedyś... za
kilka... a może kilkanaście lat...
Danka i Maciek
Witam w nowym dziale "NJU Nashej Boody". Będzie to strona poświęcona całkowicie muzyce, na której zawartość będziecie mieć wpływ tylko i wyłącznie Wy. Tylko od Was zależy, co będziemy na niej umieszczać.
Do dopiero pierwsze wydanie naszej listy przebojów, ale na pewno nie ostatnie - musicie nam tylko pomóc - głosujcie!
Przedstawiam I notowanie, które
ustaliłem sam, ale nie oznacza to oczywiście, że musi się ono Wam w ogóle
podobać i podkreślam wcale nie musicie głosować na podane niżej tytuły piosenek,
możecie zaproponować własne kawałki - wybór należy do Was Drodzy Czytelnicy, a
więc do maili!
1. Sting -
Englishman in New York
2. Depeche
Mode - Enjoy the silence
3. Red Hot
Chili Peppers - Under the bridge
4. Led
Zeppelin - Stairway to heaven
5. O.S.T.R. - Kochana Polsko
6. Dżem - Wehikuł czasu
7. Lady Pank - Zawsze tam,
gdzie ty
8. Nirvana
- Smells like teen spirit
9. Perfect - Kołysanka dla
nieznajomej
10. Fisz - Polepiony
11. Queen - Radio gu gu
12. Stare Dobre Małżeństwo -
Gloria
13.
Guns'n'Roses - November rain
14. Eric
Clapton - Layla
15.
Kasia Kowalska - Pieprz i sól
16. Grzegorz Turnau - Między
ciszą a ciszą
17. Eminem
- Stan
18. Dr Dre
- Forgot about Dre
19. Dire
Straits - Brothers in arms
20.
Pink Floyd - High hopes
Darek Dębicki
UNIA EUROPEJSKA
W naszej szkole odbyła się debata "Pro i kontra Unii Europejskiej", której tematem przewodnim było pytanie: "czy polska młodzież ma szansę awansować w Unii Europejskiej?"
W związku z debatą redakcja naszej gazetki pragnie przybliżyć wszystkim uczniom naszej szkoły szansę, którą stwarza polskiej młodzieży Unia Europejska.
Główne cele unijnej polityki wobec młodzieży:
· międzynarodowa wymiana uczniów, studentów i nauczycieli
· upowszechnienie znajomości języków państw członkowskich
· współpraca szkół i uczelni
· rozwój kształcenia ustawicznego
· podnoszenie jakości nauczania
Państwa Unii Europejskiej uznają swoje świadectwa szkolne i dyplomy ukończenia studiów, co umożliwia podejmowanie nauki w dowolnym państwie Unii Europejskiej. Polska podpisała dotychczas umowy o uznaniu dyplomów przez ośrodki akademickie w Austrii i Niemczech.
Ważną rolę w realizacji celów pełni Program "Młodzież" przyjęty na okres od 1 stycznia 2000 do 31 grudnia 2006 mający na celu ułatwienie młodym ludziom w wieku od 15 do 25 lat zdobycie wykształcenia, umiejętności i kwalifikacji, tak aby w przyszłości mogli odgrywać aktywną rolę w społeczeństwie. Poprzez udział w różnych formach wymiany międzynarodowej uczy poszanowania praw człowieka, tolerancji, szacunku i zrozumienia dla różnic kulturowych w Europie. W realizacji tego programu może uczestniczyć także polska młodzież.
Studenci i nauczyciele akademiccy z naszego kraju mogą także uczestniczyć w programie "SOKRATES" i "ERASMUS", które proponują współpracę między uczelniami, zwłaszcza w zakresie nauki języków obcych. W wymianie międzynarodowej w ramach tych programów uczestniczy rocznie ok. 130 tys. studentów i 10 tys. naukowców z państw Unii. Wśród uczestników są również przedstawiciele 80 polskich wyższych uczelni. Studia zagraniczne w ramach programu "ERASMUS" są wliczane w okres studiów na uczelni macierzystej. Aby otrzymać stypendium w ramach tych programów, należy mieć zaliczony pierwszy rok studiów, wykazać się bardzo dobrą znajomością języka państwa, w którym chce się studiować i mieć dobre wyniki w nauce.
Oto informacje dla zainteresowanych: Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji, Biuro Programu "SOKRATES", al. Szucha 25, 00-918 Warszawa, www.men.waw.pl, www.warman.com.pl, na stronie internetowej punktu informacyjnego UE w Warszawie www.europa.delpol.pl lub Komisji Europejskiej http://europa.eu.int
Każdy młody uczeń ma zatem szansę skorzystania z tego, co proponuje nam Unia Europejska jest tylko jeden warunek: należy ustawicznie się uczyć, gdyż bez „pracy nie ma kołaczy".
Natalia Sieradzka
Roksana Tomczyk
Katarzyna Zawada
ODMIENIENI BUNTOWNICY
Robią
wszystko, żeby młodzi mieli pożyteczne zajęcie, a nie wąchali kleju czy okradali
wagony towarowe. - mówi Filip Piechota założyciel "Under Help" w Opolu.
Wszystko zaczęło się od powodzi
w 1997 roku, gdy grupa młodzieży pomagała w walce z żywiołem na opolskich
wałach. Wtedy właśnie powstał pomysł zorganizowania grupy o charakterze
medyczno-sanitarnym. Piętnastu najstarszych z grupy przyjaciół weszło w skład "teamu"
inicjatywnego. Zdobyli mundury, wyszkolili się i podpisali umowy o współpracę z
policją i strażą pożarna.
- Ludzie myślą, że ratownik
biega z apteczką, da tabletkę i założy plaster. My jednak zmieniamy wizerunek
ratowników. - mówi Filip Piechota.
- Wraz z drużyną pilnujemy
bezpieczeństwa na większości miejskich imprez masowych. - dodaje jeden z "helperów",
bo tak właśnie oni sami się nazywają.
Kilka razy organizowali pokazy
ratownictwa, głównie wysokościowego. Członkowie grupy wydają swoją gazetę.
Organizują konkursy ze znajomości pierwszej pomocy i roznoszą ulotki o pierwszej
pomocy. Pomagali policji w akcji drogowej "Znicz" podczas Święta Zmarłych. A to
wszystko społecznie.
Przedstawiciele grupy jeżdżą do
dużych miast na kursy z różnych dziedzin ratownictwa i potem szkolą pozostałych
członków.
- Potrafimy gasić pożar, znamy się
także na ratownictwie wodnym i wysokościowym. - mówi Piechota. Teraz do "Under
Help'u" garnie się coraz więcej osób bardzo młodych, ale do pełnoletności są
stażystami.
W historii istnienia grupy w
warunkach bojowych mogli sprawdzić się tylko raz. Zabezpieczali teren podczas
wypadku drogowego, w którym zachodziło podejrzenie wycieku ciężko trujących
substancji.
- Próbujemy być tam, gdzie może
się coś dziać. - mówią.
Już od początku ich bazą jest
stary schron na jednym z opolskich osiedli. Młodzi mogą się tam także wykazać
inwencją twórczą. Ściany mogli pomalować sprayem oraz wstawić rampę do
jeżdżenia na "desce" i rolkach. Za pozyskane pieniądze kupili linki, kaski,
deski ratunkowe oraz uniformy. Wyposażenie "Under Help'u" jest lepsze niż
niejednej remizy OSP.
Rosół
Co się stało Lesku? Co
znalazłaś psinko? - z zadowolonym głosem zapytał Jeryn, szamotającego się wokół
jego nóg psa i z uśmiechem pogłaskał go po brzuchu. - Dobrze, już dobrze uspokój
się i zaprowadź mnie do miejsca, do którego chcesz. -łagodnie, choć lekko
zdenerwowany odparł wciąż szczekającemu i biegającemu dokoła psu. - Proszę tylko
powoli! - zawołał do uciekającego już czworonoga. - Nie jestem już taki młody,
jak kiedyś…
Mordwin Jeryn mocno już
podenerwowany szukaniem swego porywczego czworonoga, nigdy by nie pomyślał,
dokąd go on doprowadzi. Po kilku minutach błądzenia i przedzierania się przez
gąszcz niespotykanych roślin, które nawet on, choć już wiekowy mieszkaniec
Królestwa Mordwinu nigdy nie widział, wreszcie dostrzegł w oddali psa krążącego
nad dziwnym, ciemnym przedmiotem. Zaśmiał się w myślach, przypominając sobie
niedawną wyprawę z psem do Starego Lasu, na której Les wygrzebał spod drzewa
stary, bo chyba pamiętający jeszcze czasy Wielkiej Wojny z Amadami but i
narobił z tego powodu wielkiego, tak jak teraz, zamieszania i był pewny, że tym
razem będzie podobnie.
Jednak tak nie było. Stanął jak
wryty, gdy zobaczył "znalezisko" Lesa - był nim człowiek. Nigdy wcześniej go
nie widział, a w dodatku nie przypominał Mordwina. Jego rysy twarzy, nie były
podobne do synów Królestwa Mordwinu. Były bardziej ostre, a jego małe, choć
bardzo spiczaste uszy wydawały się, wręcz zabawne i wyglądały śmiesznie. Głowę
- choć nie całą - przykrywał głęboki, skórzany kaptur, który jednak był
częściowo rozpruty i zauważalne były na nim cięcia. Mordwin widział już kiedyś
podobne rysy - były to ślady po walce i zastanawiał się skąd nieznajomy może je
mieć, skoro na tym terenie walk nie było już ponad pięćdziesiąt lat i w dodatku
zakończyły się one korzystnym dla jego kraju pokojem, na czym, ku jego
zadowoleniu, on sam skorzystał, dostając na własność dom w pobliskiej wiosce.
Nagle zza
krzaków wyłonił się mężczyzna, lecz trudno było wywnioskować, kim jest, gdyż
cień padał na jego twarz i całkowicie ją zakrywał. Przestraszony Jeryn szybko
uskoczył do tyłu i zawołał psa, który wciąż z zadowoleniem biegał wokół leżącego
przybysza, myśląc, że grozi mu jakieś niebezpieczeństwo. Sięgnął do kieszeni po
nóż, który zawsze zabiera ze sobą, wybierając się, tak jak dziś, do lasu na
uwielbiane przez niego grzyby...
Copyrights by Bartosz Majdański